• Facebook

©2020 by changes.pl Ewa Popowska

  • Ewa

Zmysły a visual merchandising | Seria #ZmysłyWSklepie


Dzisiejszy post inicjuje serię artykułów o visual merchandisingu, której motywem przewodnim będą zmysły. Jest to jeden z moich ulubionych sposobów patrzenia na punkty sprzedaży, ponieważ w centrum zainteresowania stawia klienta (i personel!) jako człowieka - czyli po prostu przedstawiciela gatunku homo sapiens sapiens.


Dlaczego jest to dla mnie taki ważny temat? Ponieważ jesteśmy przebodźcowani. Większość z nas mieszka w miastach, a w nich czeka na nas parada atrakcji: setki obrazów i dźwięków do przetrawienia codziennie. Hałas, ilość ludzi w komunikacji miejskiej, korki, kolejki, sztuczne światło, klimatyzacja.


Cywilizacyjnie nie jesteśmy przystosowani do takiej ilości komunikatów i sytuacji do przetrawienia, a mimo to raczymy się nimi bez wytchnienia.


Jakby tego było mało, to całe zaplecze komunikatorów i przyrządów utrzymuje nas na nieustającej fali bycia updated. Bo jak ominie nas jakaś wiadomość, to oczywiście świat się zawali!


I w tym całym nadmiarze udajemy się na zakupy. Prosto do sklepów, które bardzo często są zaprojektowane tak, by oddziaływać na wszystkie zmysły. Niestety nie po to, żeby je ukoić, lecz żeby je wykorzystać.


Gif ku ukojeniu zmysłów


Tak zwany marketing sensoryczny, który wykluł się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku za sprawą popularności reklam na billboardach, jest narzędziem wykorzystującym wiedzę na temat człowieka stosowanym do zwiększenia sprzedaży. Początkowo bazował na zmyśle wzroku, ponieważ właśnie na nim opierał się ówczesny marketing. Chwilę później za sprawą rozwoju telewizji do wzroku dołączył słuch. W latach siedemdziesiątych zorientowano się, że im więcej zmysłów jest stymulowanych, tym większa rodzi się więź między konsumentem, a marką.


Od razu zaznaczam mój wielki sprzeciw przeciw stosowaniu technik marketingu sensorycznego bez opamiętania i bez ograniczeń. Znamy bowiem słynny przekręt, który polegał na wmontowaniu w film pojedynczej klatki z napisem: Zjedz popcorn lub Napij się Coli. Widzowie nie byli w stanie świadomie zanotować tej informacji, lecz ich podświadomość reagowała na podprogowy komunikat i pchała do zakupu.


Naprawdę nie potrzebujemy już nieprzemyślanych zakupów spowodowanych manipulacyjnymi zabiegami, bo prowadzi to tylko do generowania większej ilości odpadów.


Moim zamiarem nie jest namawianie do manipulowania ludźmi. Celem przyświecającym serii #ZmysłyWSklepie jest z jednej strony rozwinięcie świadomości konsumenckiej, a z drugiej namowa do rozważnego stosowania technik oddziałujących na wzrok, słuch, węch, smak i dotyk przez przedsiębiorczynie i przedsiębiorców.


Z mojego doświadczenia w pracy w kameralnym butiku na warszawskiej Saskiej Kępie wiem, że klientki doceniają spokój. Odpoczynek to w dzisiejszych czasach luksus. Wizyta w miejscu, w którym otula się zmysły, zamiast je dobijać potrafi być na prawdę niezwykłym wytchnieniem i momentem przyjemności. Dzięki zapachowi świeżych kwiatów, muzyce, przyjemnemu oświetleniu, pysznej kawie sklep i markę można po prostu polubić i poczuć się tam bezpiecznie.


Nie chodzi tutaj o to, by ktoś zasnął w sklepie, lecz o nawiązanie relacji i pozytywnych skojarzeń. Klienci, którzy mają pozytywne doświadczenia w naszym punkcie sprzedaży po prostu wracają i polecają sklep dalej!





W kolejnym odcinku z serii #ZmysłyWSklepie zabiorę Was w podróż w czasie do Paryża 1852 roku. Stamtąd wyruszymy dalej, by poznać sens i sposoby oddziałowania na zmysły. Z głową!



*


Tymczasem zapraszam do zapisania się na newsletter - jeszcze do końca tygodnia dostaniecie zniżkę na konsultację online.


A dla wszystkich właścicielek i właścicieli sklepu przygotowałam ankietę - za uzupełnienie oferuję darmową konsultację VM!



27 wyświetlenia